Od stuleci rody arystokratyczne otaczają się dziełami sztuki. Zebrane kolekcje, oprócz niewątpliwej wartości artystycznej
czy historycznej, nie są jedynie źródłem piękna, stanowią również zabezpieczenie w trudnych chwilach.

NIECO HISTORII

Prywatne kolekcjonowanie sztuki jest zjawiskiem, które powstało w okresie renesansu i trwa do dziś. Ród Medyceuszy może być uważany za jeden z pierwszych przykładów tego zjawiska; jego członkowie gromadzili nie tylko dzieła sztuki, ale byli też mecenasami sztuki zapewniając pomoc artystom. Za ich przykładem poszli inni, budując pałace i wille przeznaczone specjalnie do przechowywania dzieł sztuki. W Polsce jednym z najbardziej znanych kolekcjonerów sztuki był król Stanisław II August Poniatowski. Jego kolekcja obejmowała ponad dwa tysiące obrazów, kilkadziesiąt tysięcy rycin, rysunki, rzeźby czy porcelanę. Wśród artystów, których dzieła znajdowały się w kolekcji króla można wymienić: Leonarda da Vinci, Rembrandta, Rubensa, Tycjana.

WSPÓŁCZEŚNI KOLEKCJONERZY

Wraz z nastaniem współczesnej Europy kolekcjonowanie sztuki zaczęło dotyczyć także przedstawicieli biznesu i przemysłu. Przykład może stanowić Philip Niarchos, syn greckiego magnata okrętowego Stavrosa Niarchosa. Jest on w posiadaniu największej prywatnej kolekcji sztuki na świecie, której wartość szacowana jest na 2 miliardy dolarów. Do znanych dzieł w ramach tej kolekcji należą: Autoportret z zabandażowanym uchem Vincenta van Gogha i autoportret Pabla Picassa Yo, Picasso. Philip Niarchos wchodzi w skład rady Museum of Modern Art.  Traktowanie sztuki jako inwestycji nie jest obce również firmom. Własne kolekcje dzieł  posiadają między innymi:  Microsoft, Bank of America, JP Morgan, Royal Bank of Canada. Największa firmowa kolekcja na świecie należy do Deutsche Banku. Powstała ona w 1979 roku w celu wspierania młodych niemieckich artystów. Obecnie kolekcję tworzy 57 tysięcy obiektów, a jej „gwiazdą” jest wiszący w holu banku na Wall Street, złożony z trzech płócien „Abstrakt Bild (Faust)” Gerharda Richtera.

POLSKIE REALIA

Kolekcjonowanie w Polsce stanowi połączenie pasji z chęcią ulokowania kapitału; jest to także gromadzenie wiedzy na dany temat, śledzenie wystaw, zbieranie publikacji, tworzenie katalogu własnej kolekcji, wystawianie i reprodukowanie posiadanych dzieł. Kolekcje prywatne są raczej skrywane przed szerszą widownią, a kolekcjonerzy również rzadko mówią o tym, co posiadają. Uwarunkowane jest to względami bezpieczeństwa – w Polsce, w odróżnieniu od krajów zachodnich, upublicznianie zbiorów może doprowadzić do kradzieży unikatowych obiektów. Znane osoby, decydujące się na sprzedaż jakiegoś dzieła, najczęściej ukrywają swoje nazwiska.

CZY WARTO ?

Sztuka od dawna traktowana jest jako względnie trwały nośnik wartości i znajduje się w rzędzie podstawowych fizycznych form inwestycji, obok nieruchomości, metali szlachetnych, kamieni szlachetnych oraz rzadkich dóbr konsumpcyjnych, takich jak np. szlachetne alkohole. Obecnie dostęp do takiej formy lokowania kapitału na długie lata mają dostęp nie tylko rody arystokratyczne. Istnieją firmy i instytucje, których celem jest kontynuacja dawnych tradycji, jednocześnie czynią to na współczesną, egalitarną modłę, umożliwiając tym samym uczestniczenie w rynku sztuki wielu Polakom, którzy dotychczas nie mieli ani okazji, ani realnych możliwości, aby uczestniczyć w tym przyjemnym i zyskownym “procederze” .

O tym, że warto jest zdecydować się na zakup dzieł oraz, że jest to coraz popularniejsze wśród Polaków mogą przekonać statystyki podane przez Business Insider. Według portalu liczba osób zainteresowanych sztuką zwiększa się o 20 procent rocznie. Z badania KPMG wynika, że 35 proc. zamożnych i bogatych Polaków inwestuje lub planuje zainwestować w sztukę.Trend wzrostowy można zaobserwować również w przypadku cen dzieł sztuki. W ostatnich kilku latach  średnia cena pracy na aukcjach sztuki współczesnej wzrosła z 4 tysięcy do ponad 55 tysięcy złotych. Cytując Juliusza Windorbskiego: “Stałą dynamikę wzrostu cen notują twórcy op-artu, abstrakcji geometrycznej i inni awangardyści XX wieku. Sztuka współczesna dowiodła, że stała się świetną długoterminową lokatą kapitału. Nie ulega nagłym kaprysom rynku i zapewnia wysoki wzrost z inwestycji. Przy czym warto sztuką się interesować i korzystać z pomocy ekspertów, a nie tylko traktować ją jako instrument finansowy” (więcej).

JAK ROBIĆ TO DOBRZE ?

Podjęcie decyzji o traktowaniu dzieł sztuki jako zabezpieczenia oraz formy inwestycji powinno wiązać się ze znalezieniem odpowiedniej osoby lub firmy, która wspomoże fachową wiedzą w tym zakresie.  Wybierając spośród wielu dzieł można zdecydować się na obrazy znanych artystów lub artystów mniej popularnych, ale dobrze rokujących.  Warto określić plan działania i cele, jakie pragnie osiągnąć kolekcjoner. Ważna jest także oczywiście zasobność portfela i czynniki emocjonalne, na przykład to, czy obraz wybieramy kierując się naszymi upodobaniami czy gustem krytyków.

Doskonała kolekcja łączy w sobie znakomite walory artystyczne i komercyjne. Wymaga od kolekcjonerów odpowiedniej promocji, eksponowania oraz katalogowania jej poszczególnych dzieł. Wszystkie te zabiegi automatycznie zwiększają jej wartość i wspomagają samo kolekcjonowanie. Zdaniem ekspertów wartościowa kolekcja to taka, której całkowita wartość jest większa, niż suma wartości poszczególnych dzieł wchodzących w jej skład.

 

W dzisiejszym świecie mamy do dyspozycji szalenie szeroki wachlarz możliwości inwestycyjnych. Niestety gros z nich to opcje niestabilne, obarczone ryzykiem i spekulacjami. Receptą jest dywersyfikacja ryzyka i decydowanie się na rozwiązania ulegające jak najmniejszym fluktuacjom, nawet za cenę zgody na odleglejszy horyzont inwestycyjny. Warto też oczywiście inwestować w dobra namacalne - nieruchomości, kruszce czy właśnie dzieła sztuki (a najlepiej to we wszystkie z wymienionych). Sztuka właśnie to doskonała lokata kapitału a jeszcze lepsza inwestycja w siebie samego. Obcowanie ze sztuką rozwija i ubogaca. Warto się nią otaczać. Śmiało można powiedzieć, że przesłanki inwestycyjne da się odsunąć na dalszy plan. Choć oczywiście dobrze mieć świadomość, że wartość czegoś, co do nas należy, rośnie. No i powiedzieć o sobie per mecenas kultury też jakieś znaczenie ma i wcale nie musi tu chodzić o snobizm.